Germinal - część siódma
W praktyce uległ najpierw czarowi proudhonowskiej utopii wza- jemnych kredytów, wielkiego banku wymiany, który wykluczałby pośredników. Później zapalił się do towarzystw spółdzielczych Lassalle'a, wyposażonych przez państwo, które miały powoli przekształcić świat w jedno wielkie miasto przemysłowe. Znie- chęciły go do tego systemu trudności sprawowania kontroli, jakie nasuwał. Od niedawna przejął się teorią uspołecznienia środków produkcji, ale nie zda- wał sobie jeszcze jasno sprawy, jaka droga prowadzi do realizacji tego nowego marzenia. Na razie twier- dził po prostu, że idzie o to, aby ująć rządy w swoje ręce. Resztę pokaże przyszłość. — Ale co tobie się stało? Dlaczego przechodzisz na stronę burżujów? — ciągnął podniesionym głosem stając przed szynkarzem. — Sam mówiłeś przecież: „Tak dłużej być nie może! Rasseneur zarumienił się z lekka. — Owszem, mówiłem. I gdy nadejdzie właściwa chwila, przekonasz się, że nie jestem gorszy od in- nych... Ale nie chcę być z tymi, którzy stwarzają zamęt, by wyłowić w nim coś dla siebie. Teraz z kolei Stefan się zarumienił. Przeniknięci chłodem rywalizacji przestali krzyczeć; słowa ich stały się ostre i złe. Właśnie ta ukryta rywalizacja była przyczyną nadmiernej ostrożności jednego, a przesadnej rewolucyjności drugiego; ona właśnie narzucała im stanowiska i role, które przyjmowali wbrew samym sobie. Na dziewczęcej twarzy przy- słuchującego się ich rozmowie Suwarina pojawił się wyraz milczącej pogardy, druzgocącej pogardy czło- wieka, który gotów był w każdej chwili oddać włas- ne życie bez rozgłosu, nie po to, aby zyskać chwałę męczennika. — Och, to do mnie pite? — spytał Stefan. — Jesteś zazdrosny? — Zazdrosny? O co? — odparł Rasseneur. — Ja nie pozuję na wielkiego człowieka i nie zależy mi na tym, aby założyć sekcję w Montsou i zostać jej sekretarzem. Stefan chciał mu przerwać, ale tamten dorzucił: — Przyznaj się szczerze, to nie o Międzynaro- dówkę ci chodzi, ale o to, żeby zdobyć władzę, żeby stać się wielkim panem, który utrzymuje łączność z Radą Okręgu Północ. Zapanowało milczenie. Po chwili Stefan podjął, drżąc z podniecenia: — Och
tak!... Zdawało mi się, że nie mam sobie nic do wyrzucenia w stosunku do ciebie. Zawsze pytałem cię o radę, bo wiedziałem, że walczyłeś tu już na długo przede mną. Ale wobec tego, że nie możesz znieść nikogo obok siebie, zacznę teraz dzia- łać na własną rękę... Przede wszystkim przyjmij do wiadomości, że zebranie odbędzie się, choćby nawet Pluchart nie przyjechał, i że towarzysze przystąpią do Międzynarodówki, chociaż ty tego nie chcesz. — Och, to jeszcze nie wiadomo — szepnął Rasse- neur. — Trzeba ich najpierw będzie nakłonić do zapłacenia składek. — Wcale nie. Rada Generalna udziela zwłoki strajkującym, natomiast sama od razu przychodzi im z pomocą. — No więc zobaczymy! — wybuchnął szynkarz. — Będę na tym twoim zebraniu i przemówię. Nie po- zwolę oszukiwać moich przyjaciół, wyjaśnię im, co leży w ich własnym interesie. Zobaczymy, za kim się wypowiedzą, czy za mną, którego znają od trzy- dziestu lat, czy też za tobą, który w ciągu niespełna roku przewróciłeś u nas wszystko do góry nogami... Nie! Nie! Daj mi spokój! Teraz nie ma już dla nas możności porozumienia. Wyszedł trzaskając drzwiami. Papierowe girlandy pod sufitem zadrżały, złocone tarcze uderzyły o ścia- nę; w wielkiej sali zapanował z powrotem ociężały spokój. Suwarin siedział przy stole i palił papierosa. Ste- fan spacerował przez chwilę w milczeniu, a potem dał upust nurtującym go uczuciom. Czy to on jest winien, że ludzie opuszczają tego spasionego leniucha i przechodzą na jego stronę? Bronił się przed za- rzutem zabiegania o popularność, sam nie wiedział nawet, jak się to stało, że zyskał sobie przyjaźń całego osiedla, zaufanie górników, władzę nad nimi. Oburzał się, iż ktoś może mu zarzucać, że chce wy- wołać zamęt, aby zaspokoić własne ambicje, bijąc się w piersi zapewniał o swych braterskich uczu- ciach. W pewnej